• Wpisów:233
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 19:53
  • Licznik odwiedzin:10 728 / 1049 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
W pracy gorąco i duszno. A moja dieta leży i kwiczy. Zjadłam ciasto, paczke chrupek Bingo i jogurt z muesli. Na nic innego nie miałam czasu stąd i śmieciowe jedzenie.
Usiadłam teraz pierwszy raz od godziny 15. Makabra.

Tabletki z chromem i zieloną kawą nie działają wogóle, dalej mam napady głodu.
Zimne bandaże działają i owszem, dzisiaj znowu wykupiłam w sklepie cały zapas.
 

 
Weekend zasługuje na osobny wpis.
W piątek w sklepie eksplodowała mi w rękach butelka. Sama z siebie. Oczywiście ja sierota przeciełam się szkłem.
Telefon do brata - nie odbiera, telefon do byłego najlepszego przyjaciele - wyłączony, K. w pracy.
Krew leci ciurkiem, a tu trzeba klientów obsługiwać. Nie namyślając się wiele wybrałam numer i zadzwoniłam do Niego. Wiedziałam, że przybędzie momentalnie, lata temu zawsze przybywał.
Pomarudził, wysłuchał co się stało i w ciągu dwóch minut przyjechał z drugiego końca miasta.
Ciągnąc ze sobą kumpla co nieco zepsuło etos chwili.
Palec opatrzył, ponarzekał na moje sieroctwo i odjechał równie szybko jak się zjawił.
Spoko.
Koło 22 ku mojemu niesamowitemu zaskoczeniu napisał pytając czy wszystko ok. WOW!
On martwiący się o mnie? Świat się kończy...
Odpisałam i zaprosiłam Go na piwo w ramach podzięki za ratunek. Oczywiście odmówił.
Pił burbon z kumplem.
Mimo to zaczeliśmy pisać.
Pojechałam do K. więc pisałam z nim wstawiona. On też do trzeźwych nie należał.
Pisaliśmy do 3 nad ranem, aż poszedł spać.
Teraz...? Jak zwykle cisza.
Nie rozumiem Go. Zawsze przybywa gdy jestem w potrzebie niczym rycerz na białym koniu. Będąc u kumpla i chlejąc pisał ze mną zamiast się dobrze bawić czy coś...
Co On tworzy?
Tak btw... pijana zgodziłam się na ekhm ów magiczny trójkąt: ja, On, Jego była - moja była... kochanka...
Dobrze, że nigdy tego nie zrealizujemy, bo nigdy nie znajdziemy na to czasu.
Ale już kij z trójkątem.
Skoro po półtorej miesiąca dalej tego chce, a równie dobrze mógłby iść do łóżka tylko z nią, co zresztą mu zaproponowała to znaczy, że CHCE się ze mną przespać.
Skoro przybył to znaczy, że coś tam jednak Go obchodze.
Skoro to do mnie pisał pijany to znaczy, że nie ma żadnej innej.
TO CZEMU DO CHOLERY NIE CHCE SIĘ SPOTKAĆ??
 

 
Wybaczcie niemal dwutygodniową ciszę ale nie miałam chwili czasu.
Podsumuje w skrócie dwa tygodnie.
K. pracuje w klubie, więc ostatnio lądowałam tam non stop. Picie do rana za free, 2-4 godziny snu, potem na uczelnie i do pracy.
Roztyłam się straszliwie.
Następnego dnia po naszej rozmowie, którą opisałam poniżej On popełnił notkę w której rozwodził się nad oportunizmem, konformizmem i generalnie powolnym upadkiem ludzkości.
Jako, że w naszej cudownej rozmowie nazwał mnie pasywną oportunistką poczułam się mocno dotknięta. Nie omieszkałam mu tego wytknąć.
Później pisałam z nim jeszcze pare razy. Głównie o zwrocie biletów. Jako, że On się z tym nie kwapił to oznajmiłam mu, że po nie przyjeżdzam. Mimo, iż zapowiedziałam swoje przybycie otworzyła mi Jego matka (którą zresztą bardzo dobrze znam i z którą współpracowałam w harcerstwie) i oznajmiła mi, że Go nie ma. Szlag mnie trafił, wziełam bilety i poszłam do klubu K. pić. Później się dowiedziałam, że pojechał do kumpla grać w Wiedźmina.
I tak pomiędzy uczelnią, chlaniem, chodzenie do klubu gdzie za alkohol albo nie płace albo płace symbolicznie jest bardzo złym pomysłem i pracą ten czas zleciał mi niewiadomo kiedy.
 

 
Dosłownie minute po tym jak dodałam wczorajszą notkę napisał On. Zaczęło się od tematu z dupy skończyło na filozofiach życiowych. Jeszcze nigdy mnie tak nie kusiło popełnienie głupoty tak jak wczoraj. W pewnym momencie zapytał czego ja tak właściwie chce w życiu w pierwszym momencie o mało nie odpisałam "Ciebie"... Miałam wiele momentów w życiu kiedy chciałam emigrować do Kambodży sadzę, że gdybym mu to napisała to pewnie bardzo szybko zrealizowałabym ów zamiar.
Nie rozumiem do czego wczoraj dążył. Czemu o takiej porze zawracał mu dupe tekstami w stylu "gdy czegoś chcesz to cały swiat ci to ułatwia".
Guzik a nie ułatwia. Chciałabym patrzeć na świat przez równie różowe okulary co On.
I o co mu chodziło?
Wie?
Czy od tak po raz n-ty postanowił się pobawić w mojego mentora i zbawce?

Teraz pewnie znowu zamilknie na miesiąc...
  • awatar Purple Rainbow: ... :( współczuje :( Zapraszam...
  • awatar agi_style: Daj sobie z nim spokój! Im dłużej będziesz prowadziła takie gadki, rozkładała na cześci pierwsze wszystkie pytania pod znakiem dlaczego tak, a nie inaczej, to nigdy się z tego nie wyrwiesz. Szkoda czasu na takie marne relacje! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wlazłam dzisiaj na mojego starego bloga i zobaczyłam, że ktoś przeglądał moje stare notki. Weszłam na nie i przy okazji przejrzałam sobie kilka starszych.
Troche mi się ckliwo zrobiło. Szczególnie po przeczytaniu notki w której nazywam Go przyjacielem, z której bije niezachwiana pewność, że On zawsze będzie przy mnie, że zawsze poda mi dłoń gdy upadnę.
Gdybym wtedy wiedziała...
  • awatar Gość: no właśnie, gdybym tylko wiedziała, jakie to bagno, że niczego pewnego nigdy nie można się dowiedzieć - gdybym tylko wiedziała, że ktoś będzie grał na najdroższych, najpiękniejszych, najdelikatniejszych i najwierniejszych uczuciach... mieszając z błotem i innymi, to wolałabym zginąć na samym początku i już dawno nie żyć, niż przechodzić tę gehennę, w której serce jest tak strasznie deptane i nie wiadomo kto jest kto i do kogo...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ataki głodu minęły (dzięki bogom). moje ciuchy nie pomieśćiłyby ani kilograma więcej.
Co jak co ale kupowanie ciuchów na styk i systematyczne wyrzucanie starych jest genialnym pomysłem, bo zwyczajnie zmusza do utrzymywania wagi pod groźba chodzenia w ciuchach matki.

Bilans dnia:
Dwa naleśniki z mąki pelnoziarnistej z serem
4 ciastka belvita
4 ciastka pełnoziarniste Zbożowy Młyn czy jakoś tak
Poł jogurtu

Wole nie stawać na wage po ostatnich dniach.

A tak btw używałam ostatnio
balsamu brązującego. Wychodząc z założenia, że i tak będzie na tyle zimno żeby chodzić w rajstopach, a przy słońcu stopy opale w pare godzin to generalnie olałam smarowanie ich.
No i dzisiaj olewactwo jak zwykle wróciło i ugryzło mnie w tyłek.
Słońca nie było a na rajstopy było za ciepło więc przy "opalonych" nogach prezentowałam idealnie białe stopy. Najgorsze jest to, że nie zapowiada się żeby w najblizszych dniach było słońce więc tych stóp dalej nie opale, a balsam mi się skończył...
 

 
Dzisiaj miałam ostry atak PMS.
Warczałam na wszystkich, opieprzyłam z góry na dół dwóch klientów, nawrzeszczałam na brata i jadłam wszystko co się rusza i nie rusza.
Oraz pożarłam się z Nim.
Zdecydowanie to nie był mój dzień. Byłam wściekła na wszystkich i na wszystko, byłam wściekła do tego stopnia, że chciało mi się ryczeć ze złości.
I to bez żadnego konkretnego powodu.
Może już mi po prostu psychika siada.
 

 
Twardo postanowiłam: odpuszczam sobie! Koniec z marnowaniem życia! Nie widziałam Go od miesiąca i przeżyłam wiec przeżyje dalej.

Moje postanowienie szlag trafił.
Od czasu kiedy zaprzyjaźniłam się z byłym więźniem w sklepie nic aie nie dzieje. Ustawił wszystkich do pionu, nikt nie próbuje mnie oszukiwać, do mnie rwać. Mam święty spokój.
Więc rozluźniona i spokojna czytam sobie książkę.
Otwierają sie drzwi. Widze, że wchodzą Jego byli przyjaciele. Spoko. Byli już dzisiaj, zapowiedzieli, że wrócą. Nagle za nimi wchodzi ON. W uszach mi zaszumiało, serce mi stanęło. Krew uderzyła do twarzy. Jedyne co mi się wyrwało z ust to "o boże". Cóż. Jedyne co od niego usłyszałam to zdawkowe cześć. Nawrt nie podszedł się przywitać. Nawet na mnie nie patrzył.
Jego byli przyjaciele już chyba nie są byłymi przyjaciółmi. A biorąc pod uwage fakt, że sklep znajduje się tuż koło ich bloku i są moimi stałymi klientami to jeśli przyjaźń się odnowi mogę spodziewać się Jego regularnych wizyt.

Rezultat jest taki, że miałam +12 zł w kasie.
Nie będę w stanie tam pracować. Nie potrafiłam zliczyć pieniędzy, ręce mi się trzęsły...
Jego widok pozbawił mnie wewnętrznej równowagi.
Nie wiem czy to szok czy co ale...
Jeśli pojawi się w moim sklepie jeszcze choć raz to zmieniam prace!
Jest ostatnią osobą jakiej spodziewałabym się na progu...

ZABIJCIE MNIE!
 

 
Omomom.
Dzisiaj na obiad kuskus z sosem słodko-kwaśnym i ananasem.

Zapycham pustke jedzeniem. Tak jakby głód emocjonalny miał się zadowolić jedzeniem...

nie chce mu się nic. Najchętniej bym tylko jadła, spała i czytała książki.

On jest wszystkim.
On jest niczym.
Wszystko bez sensu.

,,Jakby mi ktoś narzygał w serce"
 

 
W ramach kolejnego samobiczowania się sprawdziłam dokładną date.
Miesiąc. Równy, okrąglutki miesiąc.
Jakim trzeba być sukinsynem żeby po latach pojawić się na jeden weekend w życiu dziewczyny, wyśpiewywać ballady miłosne, a potem znow zniknąć?
Nawet gdybym nie była wciąż zakochana to i tak po tym weekendzie wpadłabym znowu po uszy, a ten palant od tak powrócił do unikania mnie.
I nie mogę już nawet sama przed sobą go usprawiedliwiac, bo to niemożliwe żeby przez miesiąc czasu nie znalazł wolnej chwili.

Powinnam odpuścić 5 lat temu. Teraz pozostaje mi...? Skoczyć z wierzowca? Zadusić go gołymi rękami? Stanąć u jego drzwi i wygarnąć mu całą prawde?
Nie wiem. Nie wiem. Nie wiem.

,,Problemy w szkole, problemy w domu.
Zamknij się w sobie, nie mów nikomu.
Bez akceptacji i bez ich wsparcia.
Dają Ci łóżko i coś do żarcia.

Już nie nosze sukienek.
Nie śpiewam ładnych piosenek.
I chociaż jestem dziewczyną.
Z chłopakami piję wino.

Wyrzucają pasiaste spodnie.
Ścinają włosy bo to niemodne.
Zrywają naszywkę.
Plakat ze ściany.
Tak będzie lepiej synku kochany.

Już nie nosze sukienek.
Nie śpiewam ładnych piosenek.
Chociaż jestem dziewczyną.
Z chłopakami piję wino.

W szkole Cię gnębią.
W domu tragicznie.
I tak się rodzą choroby psychiczne.
To Ci zostało,
skoczyć z wieżowca!
Zrób to natychmiast,
boś czarna owca! "
  • awatar Chantal illuminata: Czasami bycie czarną owcą może z czasem zamienić się w siłę i swego rodzaju atut :) Skoro uważasz, że powinnaś odpuścić już 5 lat temu to może czas zrobić to teraz? Może czas już przestać go usprawiedliwiać i żyć złudzeniami. Chociażby dla siebie. Jeśli Ty nie będziesz szanowała swoich uczuć to ktoś inny też tego nie zrobi. Znam to z autopsji. Miałam podobną sytuację. Wyczekiwanie na telefon, sms całymi tygodniami i wielka radość, gdy raz na miesiąc lub dwa tygodnie znalazł czas i ochotę, żeby się ze mną spotkać. Zawsze te same śpiewki. Był całkiem przekonujący, kiedy opowiadał kolejne wymówki, bajki. Teraz jak patrzę na to z perspektywy czasu to wręcz nie dowierzam, że mogłam sądzić, że jest miłością mojego życia i bez niego nie ma nic. Trzymaj się! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Bogowie jak ja się wczoraj nawaliłam...
Dzięki niebiosom, że ja nie miewam kaca.
Wczoraj tego nie czułam ale z perspektywy dzisiaj... Biorąc pod uuwagę, że wypiłam shota zJägermeistera, drinka z toniku, piwo i cydr jakoś się nie dziwie, że się wstawiłam. Mieszanka wybuchowa tak bardzo.
Najchętniej bym poszła dalej spać ale wolne się skończyło i trzeba żyć dalej.
Tak bardzo mi się nic nie chce!
 

 
Musze się wziąć za angielski!!!
Byłam w klubie u przyjaciółki. Klub drogi, burżuazyjny wręcz. Ceny powalają na łopatki. Był tam australijczyk, więc pomiedzy nim a barmanami rozmowa toczyła się po angielsku. Moja przyjaciółka jako pomoc barmana była zalatana, zbierała szklanki itd więc niejako z nimi utknęłam. Australijczyk był przecudowny i przezabawny, polubiłam go straszliwie. On jednakże nie miał okazji zbytnio ze mną porozmawiać, bo pomimo tego, że rozumiałam absolutnje wszystko nie potrafiłam absolutnie nic powiedzieć. Miałam ochote zapaść się pod ziemie. Na początku twardo udawałam, że absolutnie nie znam angielskiego ale w pewnym momencie nie wytrzymałam i się wtrąciłam. Gdy wyczaił, że jednak znam angielski cały czas próbował mnie zagadywać, a ja siedziałam jak ostatni łoś nie potrafiąc sklecić zdania. Wstyd totalny. Po tylu latach nauki, na poziomie B2 nie jestem w stanie normalnie rozmawiać po angielsku mimo, że na tym poziomie zaawansowania powinnam mówić płynnie. Ide zapaść się pod ziemie.
  • awatar agi_style: Niestety, jak się nie ma okazji do rozmów z native speakerami to tak nauka wygląda ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Aplikacja coś się spieprzyła i mi nie policzyła przejechanych dzisiaj na rowerze km ale obstawiam, że będzie koło 15-16.
Oprócz tego tabletki z chromem i zieloną kawą kupione, zobaczymy czy zadziałają.
Obejrzałam się dzisiaj w lustrze ze wszystkich stron, poprosiłam mame żeby oceniła i wiecie co? Te bandaże naprawde działają!
Dzisiaj poleciałam do sklepu i wykupiłam cały zapas.

Bilans dnia byłby super hiper gdyby nie ogromna tabliczka czekolady zjedzona z przyjaciółką w czasie wypadu na rower. Wmawiam sobie, że na rowerze to spaliłam więc wychodze na 0
Bilans dnia:
Czekolada
Kromka domowego chleba z twarożkiem
Omlet z 2 jajek i mąki pełnoziarnistej z twarożkiem
Chrupkie pieczywo z twarożkiem
Jogurt ze zbożami
 

 
Dzisiaj dla poprawy nastroju wzięłam się za siebie. Ponad 9 km jazdy na rowerze. Wypad na zakupy ubraniowe. Wypad na piwo. Potem w domu "domowe spa". Po wymoczeniu się w soli do kąpieli, zrobieniu pillingu calego ciała, pilingu do stóp, randce z masażerem antycellulitowym i balsamem brazująco-ujedrniającym przeszłam do punktu kulminacyjnego, czyli zimnych bandaży antycellulitowych. Naczytałam się pełno pozytywnych opini w necie i postanowiłam spróbować. Szału nie ma, w nogi mi dalej zimno no ale może rano dostrzege te cudowne rezultaty, które miały wystąpić, bo jak na razie ich nie dostrzegam.

Bilans dnia:
1/3 woreczka brązowego ryżu z warzywami, kotletem sojowym i sosem słodkie chill12
2 i 1/2 kromki domowego chleba z twarożkiem
3 ogórki małosolne
Batonik muesli z żurawiną
Garść chrupek kukurydzianych
Jakaś magiczna kawa odchudzająca

Myślę o tym, żeby kupić tabletki z zieloną kawą i chromem. Ktoś próbował?
  • awatar gruba buba: Bilans super. :) Jestem bardzo ciekawa tych bandaży, ja używam balsamu, który też chłodzi, w sumie nie wiem, czy działa, czy nie, ale to uczucie chłodzenia jest całkiem przyjemne. Tabletek niestety nie próbowałam. ;/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jak to się brzydko mówi: chujnia z grzybnią.
Znowu wracam do kompulsywnego objadania się. Moje życie mnie przerasta.
Z Jego strony uparte milczenie.
Z mojej... Nie tyle co uparte co beznadziejne.
Przekroczyłam już granice prób wyciągnięcia Go gdziekolwiek. Kij z tym, że większość wychodziła od naszych wspólnych znajomych ale i tak było oczywistym, że to ja za tym stoje.
Dałam mu chyba jasno do zrozumienia, że hello jednak Go lubie, więc nie moge się pocieszyć tym, że wciąż myśli, że Jaśnie Pana nie znosze.
Chyba nie jest aż takim kretynem żeby się nie zoorientować?
Wrzuciłam dzisiaj kolejne zdjęcie na fejsa pod którym rozgorzała dyskusja o mojej chudości. Na fejsie był ale w dyskusje się nie włączył...
Ma mnie w dupie tak bardzo.
Nie moge Go po raz kolejny spróbować gdzieś wyciągnąć, bo wyjdę na desperatke.
Wszystko bez sensu.
Wyczerpałam katalog dostępnych opcji.
Pozostaje mi co najwyżej albo olać sprawe (bu ha ha) albo odchudzić się do tego stopnia aż znowu jak przed laty włączy mu się instynkt opiekuńczy i zacznie mnie dokarmiać.
Tyle tylko, że przy zajadaniu smutków jak to mam w zwyczaju druga opcja raczej nie jest możliwa
Jak to jest, że cały mój świat kręci sie wokół osoby, której nie zrobiłoby to różnicy czy istnieje czy nie?
 

 
A teraz część właściwa:
Dzisiaj do domu odprowadzał mnie stały klient, były więzień. Po rozmowie z nim nie czuje się jakbym pracowała w podrzędnym monopolu tylko była częścią jakiejś cholernej mafi. Układy, układziki, na tego mam uważać, na tamtego mam uważać, z tym mam nie rozmawiać, przy tamtym uważać co mówię... No masakra jakaś. Dowiedziałam się przy okazji że mnie oszukano na 1 piwo. Kurwa okradać kogoś z 2 złotych... To jest chore.
Wylece z tej pracy. Jak nic.
Ja to zwyczajnie po prostu czuje.
Nie pasuje do tego chorego osiedla, do tych chorych układów.
To miała być zwykła, łopatologiczna praca, a kosztuje mnie tyle nerwów i zdrowia, że masakra.
Non stop trace pieniądze, non stop mnie ciulają, życie mnie omija...
To wszystko jest chore!
 

 
Zaczne tym razem od apelu: darujcie sobie wiadomości typu: polub to i to, daj like na to i na to, obserwacja za obserwacje, komentarz za komentarz etc. Ja na pingera zazwyczaj wchodze z telefonu i to na chwile, rzadko kiedy mam czas obserwować blogi obserwujące mój no i przede wszystkim ja nie pisze dla "popularności" liczby wejść czy czegokolwiek innego. Pisze dla siebie. Jest to dla mnie swego rodzaju terapia. Lubie Wasze komentarze wspierające mnie, uwielbiam kiedy dajecie mi rady, bo czasami są bardziej rozsądne niż rady moich przyjaciół ale nie mam "parcia na szkło", wystarczają mi do szczęścia pojpojedyńcze komentarze, nie muszę ich mieć kilkaset.